Wiedząc, kiedy nadejdzie czas na pożegnanie z ukochanym psem

Wiedząc, kiedy nadejdzie czas na pożegnanie ukochanego psa | Sfotografowany przez Illona Haus

Kiedy ludzie dowiadują się, że jestem weterynarzem, niektórzy chętnie mówią mi, że dzielili moje marzenie o karierze, ale powstrzymywała ich myśl o tym, że zwierzęta cierpią lub muszą je uśpić. Przyznaję, że kiedy wracam myślami do dnia, w którym trzymałem w ręku mój list akceptacyjny od Ontario Veterinary College, te rzeczy były prawie najbardziej oddalone od mojego umysłu. Wyobrażałem sobie badanie i szczepienie nowych szczeniąt i kociąt, wyobrażałem sobie ekscytujące i wymagające zabiegi chirurgiczne, nie mogłem się doczekać, aby zobaczyć, jak moi pacjenci rosną i kwitną. Proszę nie myśleć, że byłem naiwny wobec wymagań mojego zawodu. Po tym, jak zgłosiłem się na ochotnika i pracowałem w klinice weterynaryjnej przed przyjęciem do OVC, wiedziałem, jakie wyzwania będą przed nami. Wiedziałem, że eutanazja byłaby czymś, co musiałbym zrobić, i założyłem (być może nadchodzi naiwność), że będę nauczony wiedzieć, kiedy i jak to robić ze współczuciem i profesjonalizmem.

Przewiń do przodu o 12 lat ...

Odpoczynek u moich stóp to mój zawsze wierny angielski buldog, Emma. Księżniczka Emma, ​​jak lubię ją nazywać. „E” mojemu mężowi. „Emmie-Bear” mojej siostrze. Pierwszym słowem mojego syna była Emma, ​​chociaż udawałem, że słyszę mamę. W końcu brzmi to podobnie. Kiedy to czytasz, wyobraź sobie, że piszę tę historię z rytmicznym chrapaniem Emmy w tle. Moi przyjaciele nie mogą uwierzyć, że możemy spać przez ten dźwięk, ale dla mnie (a nawet dla mojego męża, choć on się do tego nie przyzna), chrapanie jest kojące i uspokajające. Pamiętam dzień, kiedy zabraliśmy ją do domu. Byłem na pierwszym roku szkoły weterynaryjnej i pośród moich finałów, mój mąż John i ja musieliśmy znaleźć nowe miejsce do życia, ponieważ nasz właściciel nie pozwoliłby nam mieć psa w naszej małej piwnicy. Nasi rodzice myśleli, że jesteśmy szaleni, a może byliśmy, ale szybko znaleźliśmy nowe miejsce do życia i powitaliśmy naszego pięknego, pomarszczonego, parskającego (a czasem śmierdzącego!) Buldoga w naszym domu i sercach.

Po przetrwaniu wyzwań szczeniąt, zdumiewające jest, jak szybko zapomnisz o wszystkim. Prawie zapomniałem o pięknej parze butów, które zniszczyła, pilocie, który przeżuwała (po pilnej podróży do pogotowia po godzinach, na szczęście odkryliśmy, że baterie nie zostały zużyte razem z nim!), Wiele butelek odkurzacza do dywanów, przez który przeszliśmy… wszystko w końcu warte.

Jak mówią, lata mijają szybko. W swoje ósme urodziny zaczęliśmy rozmawiać o tym, jakie mieliśmy szczęście, że zachowała zdrowie. W przypadku, gdy nie jesteś świadomy, angielskie Bulldogs nie są znane ze swojego zdrowia i długowieczności - średnia długość życia wynosi od ośmiu do dziesięciu lat. Do tego czasu Emma już wykazywała objawy zapalenia stawów i brała suplement diety, a także środek przeciwzapalny, aby pomóc jej w mobilności. W wieku dziesięciu lat brała dodatkowe dwa leki przeciwbólowe, a my opuściliśmy łóżko, aby łatwiej było mu wejść i wyjść. W wieku 11 lat odkryła, że ​​nie tylko ma do czynienia z nowym szczeniakiem (perwersyjnym i neurotycznym buldogiem francuskim imieniem Oliver Frances), ale obudziła się z jej snu przez płaczącego i wymagającego noworodka. Kiedy karmiłem mojego syna, Emma siedziałaby u mnie w pokoju dziecinnym, a ja kołysałem go do snu. Podjęła te zmiany w kroku i nauczyła się tolerować (jeśli nie kochać) swoich nowych współlokatorów. Pies, który za wszelką cenę unikał dzieci, będzie teraz kręcił się, by polizać mojego syna na twarzy lub zobaczyć, czy przedmiot, który trzyma w ręku, może być po prostu smaczną ucztą.

Niedawno straciłem ojca na raka. Miałem szczęście, że mogłem być opiekunem dla mojego taty podczas jego etapu paliatywnego, a on umarł w moich ramionach, podczas gdy Emma chrapała na podłodze poniżej. Mój tata, podobnie jak wielu pacjentów z rakiem, bardzo cierpiał w ciągu tygodni lub miesięcy przed śmiercią. Patrząc wstecz, kiedy przywiozłem Emmę po raz pierwszy na spotkanie z mamą i tatą - moja pomarszczona, kręta wiązka radości - nigdy nie śniłem, że pożegnam się z tatą przed nią. Ale dzięki temu doświadczeniu rozpoznałem coś, co przynosi mi pocieszenie, gdy myślę o pożegnaniu się z moją Emmą: o wiedzy, że mogę dać jej piękny i spokojny prezent, kiedy nadejdzie jej czas. Mogę pozwolić jej odejść w pokoju, otoczona przez tych, którzy ją kochają, zamiast patrzeć, jak się pogarsza, a nawet cierpieć. Starałem się jak najlepiej, aby mój tata czuł się komfortowo - pilnie dawałem mu zastrzyki z bólu, wytarłem jego twarz, zwilżyłem jego suche usta - ale wiem, że cierpiał. Nie chcę, żeby Emma tak cierpiała.

Komfort i szczęście Emmy są tym, co ja i mój mąż najbardziej dla niej życzymy. Jako lekarz weterynarii staram się edukować moich klientów, aby mogli również podejmować świadome decyzje dotyczące samopoczucia swoich zwierząt. Konieczność wyszkolenia rodziny w podejmowaniu decyzji o eutanazji jest trudna - trudniejsza niż sama eutanazja. Każdy ma inne przekonania; eutanazja nie jest akceptowana we wszystkich wyznaniach i wielu ludzi ma bardzo trudną walkę etyczną o koniec życia. Nie mogę mówić za to, co jest dobre i złe dla wszystkich, tylko za to, w co wierzę i praktykuję w moim codziennym życiu. Nie oceniam moich klientów (ani nikogo innego), gdy podróżują przez ten emocjonalny proces. Czasami decyzja jest łatwa, np. Gdy pacjent ma oporną na leczenie chorobę lub chorobę, i często bardziej widoczne problemy (na przykład duży guz na nodze psa lub kot w niewydolności nerek walczący o jedzenie i utrzymanie wagi i nawodnienie) ułatwi to. Najtrudniej jest, gdy decyzja jest nieco „nieznana”, co często ma miejsce w przypadku starszych zwierząt, które podupadają, ale mogą nie być „chore”.

Tak właśnie jest w przypadku mojej Emmy. W wieku 12 lat (prawie 12 i pół roku), jej słuch trwa, ona śpi więcej niż kiedykolwiek (co jest bardzo ważne dla Buldoga!), A przede wszystkim ma trudności z zapaleniem stawów. Utyka codziennie - pomimo swoich leków i zabiegów. A jako weterynarz wiem, że kuleje, bo coś boli. Dla Emmy bolesnymi plamami są jej biodra i łokcie. Mój mąż i ja niesiemy ją po schodach i pomagamy jej spać w nocy. Pilnie pilnujemy naszego syna, aby przypadkowo nie złapał jej w pobliżu obolałych miejsc. Mój mąż żartuje, że jej obiad zajmuje więcej czasu niż nasz - wiernie łączymy dwa suplementy stawów i cztery różne rodzaje leków przeciwbólowych dwa razy dziennie. Otrzymała terapię laserową, akupunkturę, a nawet terapię komórkami macierzystymi. Gdyby wózek pomógł jej, miałby jeden, ale niestety jej zapalenie stawów jest powszechne, a wózek lub klamra nie rozwiąże jej dolegliwości.

Początkowo ani ja, ani ja nie chcieliśmy powiedzieć słowa eutanazja. Ale to nieuniknione. Nadchodzi. I przelałem wiele łez, myśląc o tym. Ale jej czas jeszcze nie nadszedł. Wciąż wita nas przy drzwiach (nie za każdym razem, ale przez jakiś czas). Nadal uwielbia dobre zadrapanie. Uwielbia swoje Kongs i Timbits. Uwielbia rozciągać się na trawie w promieniach słońca. Od czasu do czasu kocha swojego małego futrzanego brata Olivera i nadal będzie z nim inicjować grę. Jest bardzo podekscytowana, gdy odwiedza moją mamę. Wciąż stawia inne psy na swoim miejscu. Wydaje się, że ma pewne uczucie do mojego syna, który wiele mówi dla psa, który nigdy nie był właściwie uspołeczniony z dziećmi. To właśnie te rzeczy dają jej szczęście. Nie była w stanie biegać po bloku od lat, ale to jest dobre dla psa takiego jak Emma. To właśnie tego typu zachowania i zwyczaje sugeruję właścicielom zwierząt domowych. Jakikolwiek brak lub zmiana normalnych zachowań, które wskazują, że pies jest szczęśliwy i wygodny, pomoże ci zdecydować, kiedy ten czas się zbliża. Jeśli Emma kiedykolwiek odmówi Konga, wierzę, że nasza decyzja została podjęta dla nas.

Jestem pewien, że możesz sobie wyobrazić, że Emma pomogła mi na wiele sposobów, niż mogę liczyć w życiu i karierze. W pewnym sensie jest moją muzą. To dzięki nauce, jak utrzymać ją tak komfortową i zdrową, jak to tylko możliwe, odkryłem moją pasję do analgezji (kontrola bólu) dla zwierząt domowych. Obecnie pracuję nad wyznaczeniem CVPP - Certified Veterinary Pain Practitioner. Emma wzbogaciła moje życie, zarówno zawodowe, jak i osobiste. Była najlepszym towarzyszem i absolutnie ją uwielbiam. Kiedy nadejdzie jej czas, strasznie za nią tęsknimy i często mówię mojej małej Francuzce, że ma wielkie łapy do wypełnienia.

Kiedy kończę pisanie, Emma wciąż jest u moich stóp (chociaż teraz szczęśliwie dłubie w nadziewanym serem Kongu). To nie jest jej czas dzisiaj i mam nadzieję, że nie jutro ani w przyszłym tygodniu. John i ja zauważamy jej naprawdę dobre dni i zwracamy uwagę na jej niezbyt dobre. Spędziłem fantastyczny dzień w minioną zimę z nią i bardzo utalentowanym lokalnym fotografem, Iloną z Scruffy Dog Photography, za to, co Ilona nazywa „sesją honorową”. Ujęliśmy osobowość Emmy i „adorację-abullness” i świetnie się bawiłem. Emma wzdłuż szlaków. Nosiłem ją, kiedy jej potrzebowała, i dawałem jej dodatkowe leki przeciwbólowe, aby pomóc jej w jej przygodach. Podkradałem jej kilka dodatkowych Kongów, jeszcze kilka Timbits (wiele do kolegiuge doktora Flemingsa, przerażenie doktora Roba Butlera), i robiąc wszystko, co w mojej mocy, aby dać jej znać, że jest najwspanialszym towarzyszem, jakiego kiedykolwiek mogliśmy mieć miałem szczęście dzielić się naszym życiem. A kiedy nadejdzie jej czas, będę tym, który pomoże jej znaleźć tęczowy most, ponieważ jestem jej winien tyle za wszystko, co mi dała.